Mojej Damie przybyło trochę szaty:
Niby niewiele, ale ten haft będzie dla mnie i nic mnie nie goni, bardzo przyjemnie się go wyszywa.
Niewiele, bo ostatni tydzień spędziliśmy w Krakowie, nie pamiętam kiedy się tak nachodziłam...
Piękne miasto, mnóstwo zabytków i atrakcji.
Tu ja, turystka pełną gębą, w dłoni woda i mapa, a jakże :)
palec w lwim nosie, nie mogłam się powstrzymać ;)
Jednak jadąc na drugi koniec Polski, nie marnowałam czasu w samochodzie -
pogłębiłam znajomość z szydełkiem :
Nie wykrochmalone, nie ponaciągane, ale musiałam się pochwalić,
bo nagle zaczęły wychodzić a schemat nabiera sensu :)
Obrałam metodę małych kroczków, żeby się nie zniechęcić i jakoś idzie :)
A że do grudnia daleko, to jeszcze zdążę do świąt :D
















